wtorek, 14 maja 2013

Rowerowy debiut Franciszka i Róży

Tegoroczna majówka upłynęła nam pod znakiem dwudniowej wyprawy rowerowej na trasie Ursynów - Czersk - Ursynów.


Dystans, który zaplanowaliśmy (czyli nieco ponad 30 km w jedną stronę) wydawał nam się zbyt forsowny dla Franka. Wcześniej nie mieliśmy na koncie żadnej dłuższej wycieczki niż dziesięć kilometrów, a i takie często kończyły się narzekaniem. Dlatego też postanowiliśmy zamontować do roweru trail gator, by w razie katastrofy pociągnąć choć trochę synka do celu. Oczywiście holu nie udało mi się prawidłowo zamontować, nie nadawał się zatem do użycia. Ale przynajmniej profesjonalnie wyglądał.



Po drodze czekały nas problemy nie tylko sprzętowe, bo wszystkie prognozy zapowiadały obfite opady. Wyruszyliśmy pełni lęku, czy nas nie zmoczy. Dziewczynki były w najlepszej sytuacji, ich przyczepka miała plastikowe dno, porządną osłonę przeciwdeszczową, więc nie miały się czego obawiać. Rowerzyści wręcz przeciwnie. Na szczęście skończyło się na strachu. Kropić zaczęło dopiero, gdy zajeżdżaliśmy już na nocleg (jakże się zdziwili właściciele, że tam dotarliśmy!), ale czarne chmury kłębiły się nad nami przez całą wycieczkę, gdy my musieliśmy się przedzierać przez błota i omijać wielkie kałuże. Ogromną niespodziankę sprawiła nam Róża. Najwidoczniej czegoś nam pozazdrościła, bo gdy zaczęła się asfaltowa nawierzchnia zaczęła domagać się zamiany, co zmęczony Franciszek chętnie podchwycił i bez problemu przystał na to, że siostra zaanektuje jego rower. Tym samym trail gator okazał się niepotrzebny, bo nasz pierworodny znalazł godnego siebie (choć dwa lata młodszego) zmiennika.



Następny dzień rozpoczęliśmy od zwiedzenia zamku w Czersku - miło zaskoczyła nas zniżka dla rowerzystów. Za najbardziej interesujące uznaliśmy przeróżne machiny oblężnicze wystawione na dziedzińcu: katapulty, perriery, trebusze, tarany ... Po zrozumieniu zasad ich działania ruszyliśmy w drogę powrotną do domu. Niestety trudy dnia poprzedniego dały się dzieciakom we znaki i już tak ochoczo nie pedałowały, skarżąc się na ból nóżek. Dobrym motywatorem były lody w Parku Zdrojowym w Konstancinie-Jeziornej. Ale nie obyło się niestety bez histerii, wrzasków, rzucania rowerkiem. Cóż trudne miłości początki ...