niedziela, 20 maja 2018

Wojna domowa

Ochryda. W Ochrydzie. Do Ochrydy. Pod Ochrydą. Ile razy byśmy nie odmieniali tej nazwy przez przypadki, nigdy się tego nie nauczymy. Ochryda na zawsze już zostanie dla nas Ohrydem. Ohrydem, gdzie pierwszy raz nieśmiało pogłaskałem Justynę po włosach (na dwa dni przed pierwszym pocałunkiem); Ohrydem, dokąd udaliśmy się na pierwszy samotny tygodniowy wyjazd we dwoje; Ohrydem, który pokazywaliśmy swoim przyjaciołom, podczas wspólnej studenckiej wyprawy na Bałkany, aż wreszcie Ohrydem, opisanym przez nas czternaście lat temu w dodatku "Turystyka" Gazety Wyborczej, co rozpoczęło naszą krótką, choć intensywną "karierę" dziennikarzy podróżniczych. Teraz przyszedł czas, by pokazać ten mityczny Ohryd dzieciakom.



- Wiecie, że czwarty raz mieszkamy w Ohrydzie na tej samej ulicy. Poprzednio tylko dalej w głąb ulicy. Tam za meczetem i po północy można było w takiej piekarni kupić świeżutkie i gorące jeszcze burki so spanak. A tu na tej ławce z widokiem na port siedzieliśmy sobie czekając na nasze koleżanki ze slawistyki i skubaliśmy granata.

- A może byśmy zjedli lody?

- To bazylika świętej Zofii. Ma prawie tysiąc lat. Przyjrzyjcie się tym freskom. Święci mają wydłubane oczy. Tu był kiedyś meczet i te freski przetrwały przez setki lat ukryte pod białym tynkiem. A tu popatrzcie jest ikonostas. A te drzwi to carskie wrota. I prawosławni jak wchodzą do cerkwi to całują tę ikonę na środku, a potem stawiają świeczki. 

 - Wychodźmy już, bo tam są takie fajne żółwiki! Zrobicie nam zdjęcie, jak trzymamy żółwia.


- Tej kładki tutaj nie było, kiedyś do cerkwi w Kaneo można było dopłynąć łódką, albo iść krętymi uliczkami tam wysoko w górze. Ale fajnie że to zrobili, szkoda tylko że nie ma żadnej barierki, a przejście wygląda jak samowolka budowlana. Pewnie to ci restauratorzy zbili ten pomost.

- Ale mega skały. Można by się tu powspinać. Ale dokąd my idziemy? Tak daleko i znowu cerkiew!

- Chodźmy teraz na szczyt, tam będą mozaiki, zobaczycie baptysterium, jak wyglądał kiedyś chrzest, trzy lub cztery stopnie w dół do sadzawki, a potem cztery lub trzy stopnie do góry. Popatrzcie, ale budują, a kiedyś nic tu nie było poza zrujnowanym meczetem i zasypywanymi na zimę mozaikami w bazylice. A niedługo wzgórze opanują studenci.

- Ale po co tu przyszliśmy? Co tu jest ciekawego? Znowu cerkiew i jakaś budowa? Jaka nuda!



- No dobrze, to teraz coś zupełnie innego. Patrzcie jaki świetny teatr grecki, z widokiem na jezioro. Kiedyś tu siedzieliśmy i opowiadałem mamie o swej pierwszej wyprawie autostopowej do Chorwacji. Ale wtedy było ładniej nie było tego zadaszenia.

- Pada deszcz! Idźmy już do domu, jesteśmy zmęczeni.



- Niedługo pójdziemy, ale wcześniej musimy zobaczyć tę bazylikę. Niedawno ją odkryto. Ktoś zburzył stary dom, bo chciał wybudować wypaśną chatę dla turystów. I co się okazało? Pod ziemią są mozaiki, kolumny, kapitele. Ale ten ktoś musiał się wkurzyć, bo zamiast nowego mieszkania ma bazylikę swojego imienia na podwórku. Patrzcie tu, jakie fajne teraz powiesili latarenki, wyglądają prawie jak te zabytkowe domy, z każdym piętrem szerszym od poprzedniego.

- To nie jest wcale fajne, fajne są gry i filmiki, a nie chodzenie pod górę po ciemku.



 
- Nieźle odbudowali tę twierdzę. A postawił ją tysiąc lat temu taki car, może to Was zaciekawi, który umarł z rozpaczy, gdy zobaczył resztki swojej armii po przegranej bitwie. Wszyscy byli oślepieni, a jednemu na kilku żołnierzy zostawiono jedno oko, by mógł prowadzić resztę do swego króla.

- Gdzie teraz idziemy? Znowu do tej samej cerkwi, ona w nocy będzie tak samo wyglądała jak w dzień? Nogi nas bolą, chodzimy bez sensu, a w mieszkaniu są dwa telewizory!



PS. Jeśli w przeciwieństwie do naszego potomstwa chcecie się dowiedzieć czegoś o Ochrydzie, to zapraszam do przeczytania naszego artykułu sprzed czternastu lat, który jest tu.

Brak komentarzy: